Co nowsze – mniej „zdrowsze”

Wśród dużej ilości użytkowników coraz nowszych samochodów krąży opinia, że samochody te są zawodne. Dotyczy to aut przeróżnych marek. Mówią tak najczęściej posiadacze, którzy wcześniej użytkowali pojazd tego samego producenta, jednak model wcześniejszy.
Popatrzmy na samochody sprzed 20-30 lat. Bo te, jak wszyscy wiedzą były „niezniszczalne”. Blacharsko, mechanicznie, użytkowo i za to kochane przez kierowców. Mimo, iż nieco słabsze, cięższe, mniej komfortowe, ale niezawodne.

Weźmy Mercedesa W124, najpopularniejszą niemiecką taksówkę lat 90. Przez tą mocno zmotoryzowaną grupę użytkowników, najbardziej doceniony samochód. Skoro taksówkarz, który połowę swojego życia spędza w samochodzie, właśnie ten model wychwala, to coś w http://www.autoguide.com/gallery/gallery.php/d/536302-2/Brabus-_5-W124-Mercedes-500E-2_2_.jpgtym jest. W124 wystawił marce Mercedes bardzo wysoką notę. Osobą znającym temat nie trzeba tłumaczyć, ale krótko wyjaśniając model był niesamowicie komfortowy (jak na tamte lata) – wystarczy usiąść w fotelu i wjechać na nierówności. Był niezawodny – serwis odwiedzał, gdy przyszedł czas na wymianę płynów eksploatacyjnych, filtrów czy elementów zużywających się (np. klocków hamulcowych) oraz najważniejsze – co było zmorą późniejszych modeli – posiadacze W124 nie wiedzieli jak wygląda rdza na karoserii (do dziś można spotkać bardzo zadbane modele, w których ciągle jest pierwszy lakier). Przypomnę, że W124 produkowano w latach 1984 – 1997. Powstały praktycznie wszystkie odmiany nadwozia (combii, cabrio, coupe oraz sedan).

Niezawodne „beczki” i „taxi” – drogą do bankructwa oraz niegodny następca

Następca W124 to E-klasa W210, która okazała się zupełną odmianą tego co prezentował poprzednik. Natomiast poprzednikiem W124 był W123 popularnie zwany beczką. I to właśnie te dwa modele poprzez swoją niezawodność, możliwość uzyskania przebiegów ponad milion kilometrów, prowadziły Mercedesa… do kłopotów finansowych. A przecież na rozwój potrzebne są ogromne pieniądze, szczególnie koncernom samochodowym.
Szczęśliwcy, którzy nabyli „beczkę” nie chcieli innego samochodu. Skoro przez http://farm3.staticflickr.com/2567/4100939014_9746cd45f1_z.jpg?zz=1wiele lat doskonale się spisywał, nie wpędzał, nawet przy dużym przebiegu, właściciela w wydatki, do tego był elegancki i komfortowy, nie było argumentów by go zmieniać.
Jednak nawet jeśli, po 1984 ktoś pokusił się na zmianę modelu, bo chciał posiadać nowszą wersję – wcale się nie rozczarował, bo trafił na W124 godnego następcę.
Tym sposobem autoryzowane stacje warsztatowe czy firmy produkujące części zamienne do Mercedesów nie miały obrotów. Skoro nic się nie psuło, nie było zapotrzebowania. Mechanicy nie mieli zbyt dużo pracy, inżynierowie nie musieli się wysilać by coś udoskonalać, skoro wszystko zostało raz porządnie zaprojektowane.
Nowe modele Mercedesa nie sprzedawały się dobrze, bo stare ciągle były w użyciu i świetnej kondycji.

Felerne klasy E lekarstwem na wzrost zysków

W 1995 wprowadzono do sprzedaży wspaniale prezentującego się Mercedesa E-klasę W210, popularnego okularnika. Masywny, elegancki – zachwycał w tamtych latach. Zachwycał, ale krótko. Szybko okazało się , że auto zaczęła trapić korozja, pojawiały się przeróhttp://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/d/d7/Mercedes-Benz_W210_front_20080809.jpgżne usterki, elementy mechaniczne były mniej wytrzymałe niż w poprzednich modelach. Kto się pokusił na nową W210siątke, arystokratycznie nazwaną E-klassa, mógł się rozczarować. Uznana marka dzięki swoim starym produktom, nagle straciła renomę, ale nie uznanie. W końcu to Mercedes, marka która królowała i króluje do dziś. Częstsza obsługa nowego modelu przyczyniła się do wzrostu zysków. Sprzedaż części, sprzedaż usług naprawczych, perspektywa wśród klientów, że ten sam model, ale wyprodukowany po roku 2000 będzie lepszy, więc i sprzedaż nowych aut rosła.
Jedną wpadkę można wybaczyć. Następną E-klasą został model W211, jeszcze ładniejszy, jeszcze bardziej dopracowany stylistycznie z nową gammą silników, według najnowszych technologii. Okazał się jeszcze większa klapą niż jego poprzednik. Coraz więcej trapiących usterek. W tym, także poważne i kosztowne związane z elektroniką, której już we wcześniejszych modelach było dużo, jednak widocznie stworzonej z mniej zawodnychhttp://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/06/Mercedes_W211_front_20080127.jpg komponentów.
Raz można przymknąć oko, ale przez W210 i W211 na cenionej niemieckiej marce, nie pozostawiono suchej nitki. W 2009 wszedł do sprzedaży Mercedes W212, najbardziej zaawansowany technicznie model, równie piękny jak poprzednicy. Zobaczymy jak zostanie odebrany po latach, ale po dwóch nie do końca udanych modelach, najprawdopodobniej nieudanych z małą premedytacją, która wymknęła się spod kontroli, chyba czas na powrót króla sprzed lat.

Dajmy już spokój MB czas na koncern VAG

Powyżej posłużyłem się przykładem jednego z modeli Mercedesa, ale również tak ceniona marka jak Audi, Volkswagen zaliczyła niezłą wpadkę wprowadzając nowy silnika 2.0TDI. Jak na ironię producent ten, jako pierwszy stworzył świetny układ wtryskowy oparty o pompo-wtryskiwacze, jako pierwszy stworzył silnik doładowany z bezpośrednim wtryskiem paliwa do komory spalania, pod handlową nazwą TDI.
Użytkownicy cieszyli się z niezawodności jednostki, jej dobrych osiągów oraz niewyobrażalnie niskiego zużycia paliwa.
Kiedy w ofercie pojawiły się pojazdy z nowymi jednostkami 2.0TDI, nikt nie spodziewał się, że nie można im zaufać. Problem z układem wtryskowym, głównie felernych http://autokult.pl/images/2011/09/Audi-A3_Silnik-2.0-TDI.jpgpompo-wtryskiwaczy, powodował widok zaparkowanych na poboczu z otwartymi maskami aut koncernu VAG. Jednak te, VW wymieniał na akcjach serwisowych, przyznając się do błędu. Gdyby skończyło się na wadliwym działaniu elementów wtryskowych, za który odpowiedzialność producent przyjmuje na siebie, da się ścierpieć. Ale pęknięte głowice w szesnasto-zaworowych dwulitrówkach, które zdarzały się nierzadko. Wycierające się koła napędzające pompę olejową, które poszczególnych modelach należało wymienić razem z wałem korbowo tłokowym. To naraziło klientów na ogromne koszty, przebiegi nie sięgały nawet 150 tysięcy kilometrów. Takie sytuacje bardzo zrażają. Powodują, że właściciele, którzy przesiedli się z poprzedniego modelu do nowszego, ten starszy wspominają ze łzą w oku.

Czy nowsze doprowadzają do nerwicy?

Wyjaśnienie tytułu pozostawiłem na koniec. Oczywiście jest on przekorny, bo co nowsze jest zdrowsze i bardziej ekologiczne. Wprowadzenie do sterowania silnikiem spalinowym elektroniki, spowodowało, że  wykonuje precyzyjniej swoją pracę. Za tym idą osiągi, zużycie paliwa oraz czystość spalin. Więc skąd ten tytuł?
Jestem oczywiście za rozwoje technologicznym i uzyskaniem jak najlepszych parametrów składu spalin – najlepszych dla otoczenia, bo o świat należy dbać.
Jednak dbać należy także o człowieka, użytkownika pojazdu. Skoro kierowca traci nerwy, bo jego ukochane auto wpada w tryb awaryjny lub zatrzymuje się na środku drogi i nie chce ruszyć, albo co gorsze, stoi w warsztacie i pochłania ogromne sumy pieniędzy – powodując złość – na zdrowie człowiekowi raczej to nie wychodzi.

Na koniec dla wytrwałych zabawna reklama W212 🙂

2 myśli na temat “Co nowsze – mniej „zdrowsze””

  1. Pierwszy komentarz? Co do artykułu… wszystko zaczęło się od „spisku żarówkowego”. Celowe pogarszanie żywotności produktu jest obecnie bardzo popularne. W zasadzie wszędzie widać, że im coś starsze – tym wytrwalsze. Nie tylko w motoryzacji. Zegarki, telefony, komputery. Ale motoryzacja to coś co chyba boli nas najbardziej. Bo jednak auto kosztuje. I nie dziwimy się że tyle ludzi szuka osławionej „beczki” albo W124. Bo to bardzo dobre samochody które jeżdżą. I jeżdżą i jeżdżą i jeżdżą. Z koncernu VAG najlepszym przykładem niezawodności jest osławione już „jeden-dziewięć-te-de-i”. Przecież te diesle są nie do zajechania. Stare silniki Fiata? Głupie 700 cm3 w Cinquecento żyje dłużej niż wszystkie nowe turbobenzyny. Ford wypuścił swój nowy rewelacyjny silnik 1.0 o mocy 125 (?) KM. Ciekaw jestem jaka będzie żywotność tego motoru. Zebrał już nagrodę silnika roku, czekać teraz tylko na tygodniowe zapisy do serwisu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.